Potrójny BOŻY znak, jako BOŻA odpowiedź na trzy prośby. (Miało to miejsce podczas naszej Ewangelizacji. Świadectwo zawiera dwie nagrane rozmowy telefoniczne, oraz mapkę).

Świadectwo Emili i Piotra 2015.01.3131 stycznia 2015 roku, razem z Bratem Piotrem, oraz z Siostrą Basią, postanowiliśmy, że po raz kolejny wyjdziemy na ulice naszego miasta, aby opowiadać ludziom o tym, jak JEZUS zmienił nasze życie, a także, aby doraźnie pomagać potrzebującym, słowem lub drobnymi zakupami. Z Piotrem umówiłem się na „Starym Chełmie”, natomiast z Siostrą Basią w centrum miasta o godzinie 17:30 przed kinem „Krewetka”. Jako że bliżej było mi do Piotra, więc spotkałem się najpierw z nim (było około godziny 16:40), a do umówionego miejsca z Siostrą Basią, poszliśmy pieszo, gdyż mieliśmy jeszcze dużo czasu.
          Piotr w tym czasie nie był związany z żadną kobietą, był również świadomy, że w dzisiejszych czasach bardzo trudno jest poznać dziewczynę podążającą za JEZUSEM (a tylko z taką chciał się związać), wiedział także, że ja, oraz Brat Marcin (w takim składzie rozpoczęliśmy Ewangelizowanie), jesteśmy już żonaci. Będąc świadom upływającego czasu, kilka miesięcy wcześniej (w którąś z pierwszych sobót miesiąca – podczas pielgrzymki do Częstochowy), sprawę swojej przyszłości zawierzył Matce Bożej, godząc się albo na pełne oddanie BOGU (jako osoba świecka), lub na wejście w małżeństwo z prawdziwie wierzącą kobietą. Piotr dodatkowo 08 grudnia 2014 roku, w „Święto Niepokalanego Poczęcia”, oddał się w niewolę JEZUSOWI CHRYSTUSOWI poprzez Maryję na podstawie „Traktatu o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” Św. Ludwika Marii Grignon de Montfort.
          Gdy byliśmy już blisko kina (idąc tunelem przy Dworcu Głównym), żeby dotrzeć do umówionego miejsca, musieliśmy najpierw znaleźć się w punkcie oznaczonym jako nr 1 na załączonym zdjęciu. Weszliśmy schodami do góry i przeszliśmy kilka metrów w prawo, staliśmy wtedy vis-à-vis wejścia do kina (punkt nr 2 na załączonym zdjęciu). Spojrzałem na zegarek — były już 3 minuty po umówionym czasie, następnie przeszedłem do punktu nr 3 na załączonym zdjęciu — dokładnie tak jak pokazuje czerwona linia (rozglądając się dookoła za Siostrą Basią — co było dosyć łatwym zadaniem, ponieważ w zasięgu kilkunastu metrów, przebywało tylko kilka osób, gdyż było to późne i zimne styczniowe popołudnie — godzina 17:33). Po czym spojrzałem na Piotra i powiedziałem, że Siostra Basia jeszcze nie przyszła. Od razu po tym chwyciłem za telefon, wybrałem numer do Siostry Basi i w momencie, gdy przyłożyłem telefon do ucha, Piotr, który stał kilka metrów dalej, powiedział głośno, że Siostra Basia już idzie w naszą stronę. Cała ta sytuacja przed kinem, aż do tego momentu, trwała około jedną minutę. Przywitaliśmy się z Siostrą Basią, i tak jak zwykle mieliśmy w planie wstąpić na kwadrans do pobliskiego Kościoła „Świętego Józefa” (w którym wystawiony jest Najświętszy Sakrament), by prosić PANA, aby nasze drogi skrzyżował z drogami osób, którym moglibyśmy pomóc słowem oraz czynem.
          Gdy wypowiedzieliśmy zdanie o pójściu do Kościoła, minęła kolejna — czyli druga minuta naszego spotkania. Nie zdążyliśmy wykonać jeszcze ani jednego kroku w kierunku Kościoła i wtem, dosłownie sekundę po wypowiedzeniu tego zdania, niczym z podziemi wyrósł koło nas zdyszany młody, około 22 letni chłopak. Czuć było od niego alkohol, miał brudne spodnie oraz kurtkę, tak jakby przed chwilą kilka razy się przewrócił. Chłopak ten „pobudzonym” głosem zaczął prosić nas o pożyczenie telefonu, mówił, że musi gdzieś zadzwonić, gdyż twierdził, że był świadkiem jak jego kolega Mateusz, kilka minut wcześniej próbował popełnić samobójstwo poprzez powieszenie. Na początku sprawa wyglądała dla mnie dosyć jasno, mianowicie pomyślałem sobie, że był to zwykły złodziejaszek, który akurat przechodził obok nas w momencie, gdy akurat próbowałem dodzwonić się do Siostry Basi, więc na widok telefonu postanowił podstępnie nas zagadać, aby potem ukraść telefon. I gdy tak przy nas stał, wielokrotnie powtarzał, że rzekomo jego kolega chciał się powiesić i że bardzo nas prosi o pomoc – czyli aby pożyczyć mu telefon. Na początku sam nie wiedziałem co robić, nie byłem do końca pewny czy osoba ta podstępnie kłamie, czy też nie. Zaproponowałem, że przecież możemy przejść się do miejsca, o którym mówi, jednak on dalej prosił, aby dać mu szybko zadzwonić. Przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji najpierw zapytałem Piotra, co on o tym wszystkim sądzi, zauważyłem, że był bardziej chętny do pomocy niż ja. Jednak po chwili powiedziałem, że niestety mu nie pomożemy, ale Piotr zaproponował, że da mu zadzwonić ze swojego telefonu. Wpadłem wtedy na pomysł, aby przed tym wejść do kina, aby w razie próby kradzieży szybko go złapać (punkt nr 4 na załączonym zdjęciu). Gdy staliśmy już wewnątrz kina, chłopak ten zaczął mówić nam więcej szczegółów, mianowicie że nazywa się Łukasz i że chce zadzwonić do dziewczyny tego kolegi, który chciał się zabić, czyli do Emilii. Nie pamiętam dokładnie dlaczego, ale rozmowa telefoniczna była jednak wykonana z mojego telefonu, w którym miałem włączone automatyczne nagrywanie rozmów. Po chwili wpadłem na jeszcze lepszy pomysł: przecież to ja mogłem porozmawiać z tą dziewczyną, gdyż w dalszym ciągu wyczuwałem spisek z jego strony, pomyślałem sobie także, że dziewczyna, do której będziemy zaraz dzwonić, również należy do szajki złodziei i zaraz będzie namawiała mnie do wykonania jakiejś czynności, która ułatwi Łukaszowi kradzież. Będąc teraz pewien, że tutaj w kinie chłopak ten nie będzie mógł wykonać żadnego fałszywego ruchu, zadzwoniłem pod numer, który mi podał. Poniżej znajduje się pierwsza zarejestrowana rozmowa:

          Tak jak usłyszałeś/łaś, podczas rozmowy pojawiły się pewne nieścisłości, otóż chłopak ten twierdził, że szuka Mateusza (który chciał się powiesić), oraz dziewczyny Mateusza (czyli tej dziewczyny, z którą rozmawiałem), ale dziewczyna ta, dawała mi znać, że mylę imiona. Rozmawiając, próbowałem także wydedukować, czy rzeczywiście rozmawiam z kimś, kto może być w zmowie z tym chłopakiem, ponieważ cała ta sytuacja wydawała mi się od początku podejrzana. Jednak o dziwo, w głosie tej dziewczyny wyczułem prawdziwy smutek i strach, więc pomyślałem, że jednak rzeczywiście w tej całej sytuacji może być coś na rzeczy. I dokładnie w momencie, gdy kończyłem rozmowę telefoniczną z Emilią, nastąpił przełom, ponieważ dopiero wtedy chłopak ten zaczął mówić nam całą prawdę. Powiedział, że dziewczyna, z którą rozmawiałem, jest jego dziewczyną i że to on nazywa się Mateusz, a nie Łukasz, oraz to, że to właśnie on kilka minut temu dokonał próby samobójczej, po czym pokazał nam swoją szyję, na której był głęboko odciśnięty, czerwony ślad po sznurze. Powiedział nam także, że dosłownie przed chwilą uratowali go taksówkarze, którzy stali niedaleko miejsca, w którym Mateusz chciał się zabić (na mapę naniosłem kierunek miejsca postoju taksówek). Po tym, gdy odcięli sznur, Mateusz uderzył co najmniej jednego z nich, szarpał się z pozostałymi, a przez to wywrócił się na ziemię (dlatego był taki brudny), następnie od nich uciekł.
          Zgadnij Bracie i Siostro gdzie znalazł się Mateusz chwilę po tym, gdy taksówkarze uratowali mu życie? Zgadnij, w którym kierunku pobiegł? (a uściślając, zgadnij Bracie i Siostro, dokąd skierował Mateusza nasz ADONAI?). Tak, dobrze myślisz! Otóż znalazł się on dokładnie w tym samym miejscu oraz w tym samym czasie, w którym umówiliśmy się z Siostrą Basią. Przypominam, że w miejscu tym byliśmy dosłownie tylko dwie minuty! Przypomnij sobie również Bracie i Siostro, z jakiego powodu się tam spotkaliśmy? Spotkaliśmy się tam: „aby opowiadać ludziom o tym, jak JEZUS zmienił nasze życie, a także, aby doraźnie pomagać potrzebującym, słowem lub drobnymi zakupami”.
          Gdy Mateusz skończył opowiadać o szczegółach całego zajścia, każdy z nas zrozumiał, że to właśnie PAN skrzyżował nasze drogi, (skrzyżował nasze drogi jeszcze zanim poszliśmy Go o to prosić!!!). Dopiero po usłyszeniu całej tej opowieści, byłem pewny, że Mateusz jednak nie chciał nas okraść. Wiedząc, że to właśnie tutaj mamy zadanie do wypełnienia, jasne było dla nas, że nie możemy teraz wypuścić Mateusza, więc zaczęliśmy z nim rozmowę. Chcieliśmy zdobyć jego zaufanie, aby szczerze porozmawiać, więc opowiedzieliśmy mu kim jesteśmy oraz w jakim celu umówiliśmy się dzisiaj przed kinem. Aby być wiarygodnym, wyciągnąłem z plecaka BIBLIE z którą nigdy się nie rozstaję, wyciągnąłem także z kieszeni różaniec. Gdy Mateusz wszystko to usłyszał, powiedział, że także jest wierzącą osobą, a na widok różańca, pokazał swój różaniec, który był bardzo podobny do mojego (miał go chyba na nadgarstku). Wszystko to otworzyło mu szeroko oczy, więc pewnie także był przekonany, że nasze spotkanie nie było wynikiem zwykłego zbiegu okoliczności. Uzgodniliśmy także, że ponownie zadzwonimy do Emilii, żeby powiedzieć jej, aby to jednak ona przyszła do nas pod kino „Krewetka”. Ta rozmowa także została zarejestrowana:

          Gdy czekaliśmy na Emilię, rozmowa z Mateuszem zaczęła być coraz głębsza. Okazało się, że Mateusz i Piotr byli całkiem niedawno na tym samym spotkaniu modlitewnym. Widziałem także, że Mateusz czuł się bardzo dobrze w naszym towarzystwie, a od momentu, gdy usłyszał, że właśnie dziś spotkaliśmy się po to, by głosić Ewangelię, na jego twarzy wyraźnie pojawił się uśmiech, którego na początku brakowało z wiadomych przyczyn. Jednak będąc świadom tego, że Mateusz dokonał przed chwilą próby samobójczej, wiedzieliśmy, że jego serce posiada poranienia (lub niepełną wiarę?).
          I gdy tak rozmawialiśmy, zauważyliśmy, że w naszym kierunku idzie młoda dziewczyna, była to właśnie Emilia. Na jej twarzy widoczny był smutek, najwyraźniej wiedziała, że Mateusz dokonał przed chwilą próby samobójczej. Przywitaliśmy się z nią i od razu zaczęliśmy opowiadać jej, w jaki sposób poznaliśmy Mateusza. Powiedzieliśmy jej, że średnio raz w miesiącu, wychodzimy na ulice naszego miasta, aby głosić JEZUSA i pomagać potrzebującym słowem oraz czynem, i że właśnie dzisiaj spotkaliśmy się z tego powodu przed kinem „Krewetka”, gdzie byliśmy tylko dwie minuty, i akurat w momencie, gdy mieliśmy iść do Kościoła na wspólną modlitwę — pojawił się Mateusz. Emilia na te słowa cała rozpromieniała i przytuliła nas wszystkich — przytrzymując nas przez dłuższą chwilę swoimi ramionami. Było to bardzo miłe. Chwilkę później opowiedziała nam coś, dzięki czemu zrozumiałem, dlaczego z taką łatwością przytuliła zupełnie obcych dla niej ludzi, otóż historia w którą „wplątał” nas PAN JEZUS, z punktu widzenia Emilii, była również bardzo interesująca i niecodzienna.
          Gdy Emilia spotkała się w ten dzień ze swoim chłopakiem Mateuszem, okazało się, że był on pod wpływem alkoholu, po który nie rzadko sięgał. Emilia oczywiście walczyła z jego nałogiem jak tylko mogła. Mateusz jednak był odporny na wszelką pomoc, więc Emilia postanowiła, że dla dobra Mateusza będzie musiała być twardsza w swoich postanowieniach walki z jego problemem. I właśnie w ten dzień, po mocniejszych słowach Emilii, Mateusz powiedział jej, że w takim razie on musi ze sobą skończyć, po czym pobiegł w nieznanym kierunku. Emilia wiedziała, że Mateusz nie żartuje, gdyż już wcześniej dokonał próby samobójczej, dlatego od razu zaczęła gorliwie prosić naszego PANA, aby zesłał swoich Aniołów, którzy załagodzą tę trudną sprawę i uratują Mateusza. I stało się!!! Dalszą historię już znamy, Mateusz zawiązał sobie sznur wokół szyi, powiesił się przy pobliskim postoju taksówek, taksówkarze uratowali go — w porę odcinając sznur. Następnie Mateusz zaczął się z nimi szarpać, po czym pobiegł pod kino, gdzie wpadł w nasze ręce, a my byliśmy w tym miejscu dosłownie tylko dwie minuty! Przypadek? Jestem tego pewny, że NIE!!! Żyję na tym świecie już 33 lata i uważam, że bez większych trudności potrafię racjonalnie ocenić, czy dana sytuacja jest tylko zwykłym zbiegiem okoliczności, czy z góry ukartowanym planem, w tym przypadku BOŻYM planem.
          Mateusz uważał się za osobę wierzącą, ale wiedzieliśmy, że coś tutaj na pewno nie „gra”, dlatego próbowaliśmy przekazać mu naszą wiedzę oraz osobiste doświadczenia z PANEM BOGIEM, od których nie można się wymówić, mając nadzieję, że może nasze słowa prawdziwie przemienią jego serce. Podczas rozmowy Mateusz zaczął płakać tak zwanymi „łzami oczyszczenia” — był to dobry znak. Kilka lat temu przeżyłem podobną sytuację, ale podczas snu, który dokładnie zapamiętałem. Po prostu we śnie uświadomiłem sobie, jak wiele razy w moim życiu wybierałem drogi, które stały w opozycji do miłości do BOGA oraz do bliźniego, myśl ta wywołała głęboki, ale zarazem pełen radości płacz — najprawdopodobniej był to początek drogi mojego nowo narodzenia — 2012 rok.
          Wpadliśmy na pomysł, aby właśnie teraz pójść na Mszę Świętą do pobliskiego Kościoła „Świętego Józefa” na godzinę 18:00. Msza ta właśnie się rozpoczęła. Udało się nam także namówić Mateusza, aby skorzystał z sakramentu pokuty. Gdy wszyscy ruszyliśmy w stronę tegoż Kościoła (punkt nr 5 na załączonym zdjęciu), Siostra Basia pobiegła przed nami, aby przytrzymać księdza w konfesjonale, gdyż w kościele tym spowiedź święta jest możliwa właśnie do godziny 18:00. Udało się, ksiądz już wychodził w momencie, gdy Siostra Basia wbiegła do Kościoła. Ksiądz zaczekał. Mateusz wszedł do konfesjonału, ja stanąłem jakieś 5 metrów przed konfesjonałem, przy ławce. Usłyszałem, że podczas spowiedzi Mateusz znowu zaczął płakać, (był to konfesjonał otwarty, bez zamykanych drzwi). Wydedukowałem także, że Mateuszowi było trudno przyjąć to, że PAN JEZUS ponownie mu przebaczył. Gdy wyszedł z konfesjonału, zawołałem go, aby stanął obok mnie, gdyż akurat zaczynała się modlitwa „Ojcze Nasz…” Podeszła do nas również Siostra Basia, wszyscy złapaliśmy się za ręce, podnieśliśmy je, i razem zaczęliśmy się modlić modlitwą zaproponowaną nam przez samego JEZUSA:

Mt 6,08 Wy zatem tak się módlcie:
Mt 6,09 Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci imię Twoje!
Mt 6,10 Niech przyjdzie królestwo Twoje; niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie.
Mt 6,11 Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj;
Mt 6,12 i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili;
Mt 6,13 i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego!


          Gdy nadszedł czas rozdawania Komunii Świętej, w Mateuszu włączyła się jakaś blokada. Po prostu po tym wszystkim, co tego dnia narozrabiał, czuł się niegodny przyjęcia PANA JEZUSA do serca. Jednak ostatecznie udało się nam do niego przemówić — dołączył do wieczerzy, bo przecież przed chwilą PAN BÓG poprzez kapłana przebaczył mu wszystkie grzechy. Gdy wyszliśmy z Kościoła, rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, wymieniając się numerami telefonów. Piotr obiecał, że wkrótce zabierze Emilię i Mateusza na zbliżające się spotkanie modlitewne w innym mieście, po czym pożegnaliśmy się z nimi. Razem z Siostrą Basią i Bratem Piotrem postanowiliśmy, że zrobimy jeszcze rundkę po mieście, licząc na to, że PAN przygotował dla nas jeszcze jakieś zadanie. Podczas tego spaceru rozmawialiśmy o całej tej ewidentnie nadzwyczajnej sytuacji, którą doświadczył nas nasz PAN. Jednogłośnie także stwierdziłem z Piotrem, że Emilia jest wspaniałą dziewczyną, która na pewno będzie wzorową żoną. Pomyśleliśmy tak, ponieważ zdążyliśmy zauważyć, że jej życiowym priorytetem jest także staranie się o Królestwo BOŻE. Przez chwilę pomyśleliśmy, że przecież jest to dziewczyna, której właśnie szuka Piotr, ale nie rozwijaliśmy głębiej tematu, gdyż byliśmy świadomi, że Emilia przecież jest już w związku. Chwilę później trafiliśmy na dwóch bezdomnych panów, którzy okazali się wielkimi przeciwnikami wszystkiego, co związane jest z PANEM BOGIEM i z Kościołem. Zaproponowaliśmy im, że zrobimy dla nich zakupy, zgodzili się, my oczywiście nie kryjąc się, w jakim celu do nich podeszliśmy, zaczęliśmy mówić im dlaczego chcemy pomagać, oraz o tym, jak wiele znaczy dla nas PAN JEZUS. Jednak z każdym wypowiadanym przez nas zdaniem, ci panowie stawali się coraz bardziej agresywni względem nas, ale nie będę dalej rozwijał tego tematu, gdyż jest to już osobna historia.
          Jakiś niedługi czas później, dowiedziałem się od Piotra, że nasze spotkanie z Mateuszem, jednak nie zrobiło na nim wrażenia, nie chciał prawdziwie podążać za JEZUSEM, w dalszym ciągu stawiał opory, nie zrezygnował z alkoholu, podjął się także kolejnej próby samobójczej, dlatego Emilia ostatecznie się od niego odcięła. Gdy już to zrobiła, nie chciała urywać kontaktu z Piotrem, więc spotykali się na stopie koleżeńskiej, aby razem chwalić naszego PANA, ale po jakimś czasie, koleżeństwo przerodziło się w coś więcej, więc postanowili, że połączą swoje siły, i tak zostali szczęśliwą parą, która dziś wydaje ogromne i piękne „dobre owoce” życia według BOŻYCH zasad. Piotr oświadczył się Emilii 08 grudnia 2015 roku w „Święto Niepokalanego Poczęcia” po Mszy Świętej przed ołtarzem w Kościele „Świętej Trójcy” w kaplicy „Świętej Anny” w Gdańsku, czyli dokładnie rok później od dnia, w którym Piotr oddał się w niewolę JEZUSOWI CHRYSTUSOWI poprzez Maryję — Emilia zgodziła się zostać jego żoną. 🙂 W ten sam dzień, po tej samej Mszy Świętej, Emilia (po wcześniejszych odpowiednich przygotowaniach), tak samo jak Piotr rok wcześniej, również oddała się w niewolę JEZUSOWI CHRYSTUSOWI poprzez Maryję na podstawie „Traktatu o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” Św. Ludwika Marii Grignon de Montfort (a Piotr razem z nią odświeżył to przyrzeczenie).
          Jestem pewien, że Emilia i Piotr już zawsze razem będą wzrastać w wierze, aby chwalić naszego PANA słowem oraz czynem i nic ich nie rozdzieli. Dlaczego jestem tego pewien? Otóż dlatego, że dzień, w którym poznaliśmy Emilię oraz Mateusza, był dla nas wszystkich OGROMNYM BOŻYM ZNAKIEM, poprzez który dokonało się wiele BOŻYCH spraw, było to po prostu ewidentne BOŻE dzieło. W tym miejscu trzeba także wspomnieć, że oprócz tego, że Emilia i Piotr oddali się w niewolę JEZUSOWI CHRYSTUSOWI poprzez Maryję, to jak się później okazało, Emilia (tak samo jak Piotr), kilka miesięcy wcześniej (w którąś z pierwszych sobót miesiąca – podczas pielgrzymki do Częstochowy), sprawę posiadania męża – również zawierzyła Matce Bożej, prosząc aby to właśnie Ona przyprowadziła jej dobrego męża. I tak dokładnie się stało!!! Więc nasze styczniowe spotkanie było jasną odpowiedzią naszego PANA dla Brata Piotra, że jednak powołuje go do małżeństwa, gdyż dał mu wspaniałą kobietę, która prawdziwie chce naśladować JEZUSA, czyli dokładnie taką, o jakiej marzył, była to także wspaniała odpowiedź dla Emilii, która prosiła o pomoc Maryję – w tej samej sprawie co Piotr. Spotkanie to było także kolejną łaską dla Mateusza, która mogła wywołać w nim prawdziwe nawrócenie, gdyby tylko otworzył swoje serce, niestety jednak Mateusz wybrał przeciwną drogę. Natomiast dla mnie i dla Siostry Basi, wszystko to, czego byliśmy świadkami, było dla nas mocnym dowodem na to, że nasz PAN JEZUS CHRYSTUS wyprzedza nasze myśli! Doskonale słyszy nas w każdym momencie!! Zna dokładnie każdy nasz krok!!! To wszystko jest już dla nas faktem. Od tamtego dnia jesteśmy jeszcze bardziej utwierdzeni w tym, że „wszystko się rejestruje”, każde nasze wykorzystywanie wolnej woli jest zapisywane w księgach, które zostaną otwarte podczas sądu:

Ap 20,12 I ujrzałem umarłych – wielkich i małych – stojących przed tronem, a otwarto księgi. I inną księgę otwarto, która jest księgą życia. I osądzono zmarłych z tego, co w księgach zapisano, według ich czynów.


          Jestem również przekonany, że historia, którą czytasz, jest także skierowana do Ciebie Bracie i Siostro. Gdyż swoją wolną wolą, na podstawie tego, co już o mnie wiesz, jeśli jesteś już dłużej w naszej grupie, to zapewne czytasz także moje wiadomości, być może również rozmawiałeś/łaś ze mną przez telefon, więc masz już choćby w minimalnym stopniu wyrobione o mnie zdanie, sam możesz określić moje skłonności do pisania kłamstw lub innych fantazji. Ja jednak gwarantuję Ci, że historia którą czytasz, rzeczywiście miała miejsce i wypełniła się w każdym opisanym szczególe. Więc ostatecznie opowiadanie to możesz albo od razu odrzucić, twierdząc, że jest ono na pewno zmyślone, możesz również powiedzieć, że jest to tylko zwykły zbieg okoliczności, ale możesz także wykorzystać to świadectwo w dobry sposób, który jeszcze bardziej przybliży Cię do naszego PANA. Wybór należy do Ciebie.

Dziękuję za przeczytanie naszego Świadectwa. MARANA THA !!! – Przyjdź, PANIE JEZU !!!

                                                                                                                                                                Łukasz Siatkowski

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Boże odpowiedzi i znaki, Moje świadectwa:. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Potrójny BOŻY znak, jako BOŻA odpowiedź na trzy prośby. (Miało to miejsce podczas naszej Ewangelizacji. Świadectwo zawiera dwie nagrane rozmowy telefoniczne, oraz mapkę).

  1. Pingback: 2016.05 – MAJ (Poranne wiadomości sms). | Słudzy Bożego Słowa

  2. Pingback: 2016.05 – MAJ (Codzienne intencje naszej wspólnoty). | Słudzy Bożego Słowa

  3. Marysia pisze:

    Chwała Panu!

    Piękne świadectwo.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Xyz pisze:

    Powinniśmy jako wspólnota pomodlić się za Mateusza

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s